Obietnic się nie łamie... cz.1
Poranek jak każdy inny. Budzenie się, poranna toaleta, śniadanie, a na koniec opuszczenie domu w celu udania się do szkoły. Można powiedzieć, że to swego rodzaju grafik każdego ucznia. Wykonywanie tych czynności stało się nie tyle co codziennością, ale rutyną. Do tego dochodzi również nauka, kartkówki, sprawdziany, testy próbne, a na koniec egzaminy. Każdy kiedyś przez to przechodził, lub niedługo go to spotka. Narzekanie i żalenie się na coś takiego, było dla nauczycieli nie do przyjęcia. Zdecydowana mniejszość jednak trzymała się z boku. Pozbawieni prawa głosu, poparcia ze strony rodziny i przyjaciół. Owszem. Tacy ludzie istnieli. I istnieją dalej. Choć niektórzy nie potrafią ich dostrzec, oni są wśród nas. Boją się cokolwiek powiedzieć, poprosić o pomoc. Wolą trzymać wszystko w tajemnicy, jakby nic przykrego w życiu im się nie przydarzyło. Do takich osób należał Kuroko Tetsuya. Początek gimnazjum. Nowa szkoła, nowi ludzie, nowe otoczenie. Nagle to czego się bał, skupiło się w jednym miejscu. Nie znał tam kompletnie nikogo, a uczucie niepokoju i strachu jakie gościło w jego sercu nie ustępowało. Dla niektórych może wydawać się to nie dość że żałosne, to jeszcze kompletnie niepotrzebne. Możliwe, lecz nie dla każdego z nas. Nie dla Kuroko, który pozostawał w cieniu. Od zawsze tak było. A teraz? Ani trochę się to nie zmieniło. W dalszym ciągu miał się za nic. Uważał, że jest niczym więcej jak kompletnym zerem. Tak postrzegał siebie samego i oczekiwał tego samego od reszty. Depresji nabawił się już dawno temu. Blizny na przedramionach i udach w dalszym ciągu były widoczne, a w jego plecaku zalegało kilka żyletek. Tak na wszelki wypadek...W ten sposób mógł sobie ulżyć...Kiedy odczuwał ból, nie myślał już o niczym więcej....To było wybawieniem w niektórych sytuacjach...
Dźwięk dzwonka szkolnego dotarł do jego wrażliwych uszu. Wszyscy wbiegali do szkoły, tylko on w dalszym ciągu siedział na ławce czytając książkę. W końcu jednak podniósł się, nałożył torbę na ramię i wszedł do budynku. Podszedł do tablicy na której wywieszone były plany lekcji wszystkich klas. Powinien mieć teraz biologię. Udał się pod odpowiednią salę. Spojrzał na drzwi, wziął wdech i nacisnął klamkę.
Na szczęście nauczycielki jeszcze nie było. Zajął miejsce tuż przy oknie. Lekcja trwała dość krótko. W końcu mieli się tylko i wyłącznie poznać z nauczycielami. Po zakończeniu wszystkich "zajęć", niebiesko włosy udał się na pobliskie boisko. Położył torbę na ławce i wyjął z niej piłkę. Piłkę do koszykówki. Zachodzące słońce lekko muskało jego bladą skóre, a powiew wiatru uniósł odrobinę przydługie kosmyki włosów. Zamknął powieki i zaczerpnął świeżego powietrza. Rzucił do kosza. Nie trafił. Spodziewał się tego. Nigdy mu to nie wychodziło. Ale koszykówka...To było coś, co kochał. Coś, dzięki czemu mógł choć przez chwile poczuć że żyje. Że jest taki jak inni. A kiedy to się kończyło....ponownie musiał wracać do okrutnej rzeczywistości....
Kolejna próba rzutu skończyła się niepowodzeniem. Nagle tuż zza pleców dobiegł go znajomy głos. Za nim stał nikt inny jak Akashi Seijuro, czerwonowłosy przewodniczący samorządu klasowego. Z lekką troską wymalowaną na twarzy zapytał go:
-Ej, wszystko okej?
W odpowiedzi otrzymał szybkie obrócenie głowy w bok. Westchnął cicho i uśmiechnął się. Podniósł piłkę samotnie leżącą na ziemi i usiadł na ławce. Przez chwilę nic nie mówił. Jednak kiedyś musiało to nastąpić.
-O, widzę że też uczęszczasz do Teikou. W której jesteś klasie? Znaczy, w której z pierwszych?
-Jestem z Tobą w klasie, Akashi-kun....
-Co?! Serio?! -krzyknął z niedowierzaniem. Nie pamiętał nikogo takiego jak Kuroko. Ani po kolorze włosów, ani wzroście albo twarzy....
Niebiesko włosy pokiwał delikatnie głową i spoglądając w bok, wziął wdech. To pierwszy raz kiedy ktoś do niego zagadał. Nie wiedział jak zareagować. W końcu...jak już rozmawiał to ze samym sobą. Wolał więc siedzieć cicho i czasami odpowiadać na ewentualne pytania.
-Jak się nazywasz?
No i padło. Zaraz zapyta o rodziców, zainteresowania i dawną szkołę. Tego można się spodziewać...
-Kuroko Tetsuya...-odpowiedział cichutko siadając na ziemi.
-Och rozumiem. Miło Cię poznać, Kuroko. Mnie już znasz, heh -zaśmiał się ukazująz białe zęby. Słońce schowało się za horyzontem. Zrobiło się ciemno. Kuroko spojrzał w czarne niebo i westchnął zrezygnowany. Trzeba było wracać do domu. Nigdy nie chciał tam wracać. Tak naprawdę to dla niego był to tylko budynek. Budynek w którym można się przespać. Tylko tyle...
Przewodniczący jako pierwszy pożegnał się i udał w swoją stronę. Natomiast niebieskooki w dalszym ciągu siedział na boisku. Zmęczenie dało o sobie znać, więc po dłuższej chwili poszedł w ślady nowo poznanego chłopaka i udał się do "domu"...
Otworzył drzwi, wszedł do środka. Chciał jak zwykle cichutko przemknąć po schodach do swojego pokoju, lecz dziś nie było mu to dane. Nagle poczuł uderzenie w żebra. Upadł na ziemię. Jego ojciec..."Znowu jest pijany..."-pomyślał i niechętnie spojrzał mu w oczy. Były jak u rozwścieczonego zwierzęcia.
-Gdzie się szlajałeś gówniarzu?! -krzyknął jednocześnie kopiąc chłopaka.
Tetsuya bał się odezwać. Nie chciał cierpieć więcej niż to było potrzebne...
-Piwa też nie przyniosłeś tak?! Głupi nikomu niepotrzebny szczyl! Nawet tego zrobić nie potrafisz?!
Można powiedzieć, że przyzwyczaił się do takich zwrotów. Sam tak o sobie myślał, więc nie uraziło go to. Taki był jego los i koniec....
*****
Następnego dnia, Kuroko, przyszedł do szkoły cały pobijany. Głowę miał nieudolnie zabandażowaną. Tak samo część szyi i prawą rękę. Nikt tego nie zauważył. Nikt oprócz Akashiego. Na przerwie podbiegł spanikowany do Tetsuyi i usiadł przy nim.
-Kuroko co ci się stało?!
-Nieważne...to i tak nie Twoja sprawa....
-Oczywiście że moja! Jestem przewodniczącym! Odpowiadam za dobrobyt i bezpieczeństwo członków klasy!
Nie odpowiedział. Choć czerwonowłosy zaimponował mu tym stwierdzeniem.
W końcu jednak o wszystkim mu powiedział. Bo przecież i tak wyszłoby to na jaw. Po co kogokolwiek oszukiwać? Przecież w jego mniemaniu to i tak nie było nic poważnego.
-Ojciec Cię pobił?! Kuroko...nie rozumiem, czemu nie powiedziałeś o tym wychowawcy...
-To niepotrzebne...
-Słuchaj, wiem że znamy się dopiero od wczoraj ale...zostańmy przyjaciółmi Kuroko. Możesz mi mówić o swoich problemach i ogólnie...A i najważniejsze. Nie pozwole na to, aby ten skurwiel Cię tak traktował. Obiecuję, że zawsze będę z Tobą.
-To brzmiało jak wyznanie miłości.
-Ech, możesz to tak potraktować...-na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
Obiecał. A słowa dotrzymywał cały czas. Każdego dnia. Minęło 5 miesięcy. A Seijuro w dalszym ciągu sprawował pieczę nad Kuroko. Pewnego dnia zwykła przyjaźń przerodziła się w coś poważniejszego...Miłość....
*******
A oto pierwsza notka :) Gomene, że taka krótka.....Mam nadzieje, że ktoś to przeczyta ^^" Zapraszam do komentowania :)
~~Aiko
Dźwięk dzwonka szkolnego dotarł do jego wrażliwych uszu. Wszyscy wbiegali do szkoły, tylko on w dalszym ciągu siedział na ławce czytając książkę. W końcu jednak podniósł się, nałożył torbę na ramię i wszedł do budynku. Podszedł do tablicy na której wywieszone były plany lekcji wszystkich klas. Powinien mieć teraz biologię. Udał się pod odpowiednią salę. Spojrzał na drzwi, wziął wdech i nacisnął klamkę.
Na szczęście nauczycielki jeszcze nie było. Zajął miejsce tuż przy oknie. Lekcja trwała dość krótko. W końcu mieli się tylko i wyłącznie poznać z nauczycielami. Po zakończeniu wszystkich "zajęć", niebiesko włosy udał się na pobliskie boisko. Położył torbę na ławce i wyjął z niej piłkę. Piłkę do koszykówki. Zachodzące słońce lekko muskało jego bladą skóre, a powiew wiatru uniósł odrobinę przydługie kosmyki włosów. Zamknął powieki i zaczerpnął świeżego powietrza. Rzucił do kosza. Nie trafił. Spodziewał się tego. Nigdy mu to nie wychodziło. Ale koszykówka...To było coś, co kochał. Coś, dzięki czemu mógł choć przez chwile poczuć że żyje. Że jest taki jak inni. A kiedy to się kończyło....ponownie musiał wracać do okrutnej rzeczywistości....
Kolejna próba rzutu skończyła się niepowodzeniem. Nagle tuż zza pleców dobiegł go znajomy głos. Za nim stał nikt inny jak Akashi Seijuro, czerwonowłosy przewodniczący samorządu klasowego. Z lekką troską wymalowaną na twarzy zapytał go:
-Ej, wszystko okej?
W odpowiedzi otrzymał szybkie obrócenie głowy w bok. Westchnął cicho i uśmiechnął się. Podniósł piłkę samotnie leżącą na ziemi i usiadł na ławce. Przez chwilę nic nie mówił. Jednak kiedyś musiało to nastąpić.
-O, widzę że też uczęszczasz do Teikou. W której jesteś klasie? Znaczy, w której z pierwszych?
-Jestem z Tobą w klasie, Akashi-kun....
-Co?! Serio?! -krzyknął z niedowierzaniem. Nie pamiętał nikogo takiego jak Kuroko. Ani po kolorze włosów, ani wzroście albo twarzy....
Niebiesko włosy pokiwał delikatnie głową i spoglądając w bok, wziął wdech. To pierwszy raz kiedy ktoś do niego zagadał. Nie wiedział jak zareagować. W końcu...jak już rozmawiał to ze samym sobą. Wolał więc siedzieć cicho i czasami odpowiadać na ewentualne pytania.
-Jak się nazywasz?
No i padło. Zaraz zapyta o rodziców, zainteresowania i dawną szkołę. Tego można się spodziewać...
-Kuroko Tetsuya...-odpowiedział cichutko siadając na ziemi.
-Och rozumiem. Miło Cię poznać, Kuroko. Mnie już znasz, heh -zaśmiał się ukazująz białe zęby. Słońce schowało się za horyzontem. Zrobiło się ciemno. Kuroko spojrzał w czarne niebo i westchnął zrezygnowany. Trzeba było wracać do domu. Nigdy nie chciał tam wracać. Tak naprawdę to dla niego był to tylko budynek. Budynek w którym można się przespać. Tylko tyle...
Przewodniczący jako pierwszy pożegnał się i udał w swoją stronę. Natomiast niebieskooki w dalszym ciągu siedział na boisku. Zmęczenie dało o sobie znać, więc po dłuższej chwili poszedł w ślady nowo poznanego chłopaka i udał się do "domu"...
Otworzył drzwi, wszedł do środka. Chciał jak zwykle cichutko przemknąć po schodach do swojego pokoju, lecz dziś nie było mu to dane. Nagle poczuł uderzenie w żebra. Upadł na ziemię. Jego ojciec..."Znowu jest pijany..."-pomyślał i niechętnie spojrzał mu w oczy. Były jak u rozwścieczonego zwierzęcia.
-Gdzie się szlajałeś gówniarzu?! -krzyknął jednocześnie kopiąc chłopaka.
Tetsuya bał się odezwać. Nie chciał cierpieć więcej niż to było potrzebne...
-Piwa też nie przyniosłeś tak?! Głupi nikomu niepotrzebny szczyl! Nawet tego zrobić nie potrafisz?!
Można powiedzieć, że przyzwyczaił się do takich zwrotów. Sam tak o sobie myślał, więc nie uraziło go to. Taki był jego los i koniec....
*****
Następnego dnia, Kuroko, przyszedł do szkoły cały pobijany. Głowę miał nieudolnie zabandażowaną. Tak samo część szyi i prawą rękę. Nikt tego nie zauważył. Nikt oprócz Akashiego. Na przerwie podbiegł spanikowany do Tetsuyi i usiadł przy nim.
-Kuroko co ci się stało?!
-Nieważne...to i tak nie Twoja sprawa....
-Oczywiście że moja! Jestem przewodniczącym! Odpowiadam za dobrobyt i bezpieczeństwo członków klasy!
Nie odpowiedział. Choć czerwonowłosy zaimponował mu tym stwierdzeniem.
W końcu jednak o wszystkim mu powiedział. Bo przecież i tak wyszłoby to na jaw. Po co kogokolwiek oszukiwać? Przecież w jego mniemaniu to i tak nie było nic poważnego.
-Ojciec Cię pobił?! Kuroko...nie rozumiem, czemu nie powiedziałeś o tym wychowawcy...
-To niepotrzebne...
-Słuchaj, wiem że znamy się dopiero od wczoraj ale...zostańmy przyjaciółmi Kuroko. Możesz mi mówić o swoich problemach i ogólnie...A i najważniejsze. Nie pozwole na to, aby ten skurwiel Cię tak traktował. Obiecuję, że zawsze będę z Tobą.
-To brzmiało jak wyznanie miłości.
-Ech, możesz to tak potraktować...-na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
Obiecał. A słowa dotrzymywał cały czas. Każdego dnia. Minęło 5 miesięcy. A Seijuro w dalszym ciągu sprawował pieczę nad Kuroko. Pewnego dnia zwykła przyjaźń przerodziła się w coś poważniejszego...Miłość....
*******
A oto pierwsza notka :) Gomene, że taka krótka.....Mam nadzieje, że ktoś to przeczyta ^^" Zapraszam do komentowania :)
~~Aiko