piątek, 10 lipca 2015

AkaKuro

Obietnic się nie łamie...cz.3
Rażące światło opatuliło bladą twarz. Nie przeszkadzało mu to jednak. W dalszym ciągu czuł się słaby, ociężały. Sam już nie wiedział co się dzieje, gdzie jest...Zwyczajnie był. Nie ważne gdzie...Po prostu był. Chciał jedynie zapomnieć. Zasnąć i nie budzić się już ani razu. Zasnąć na zawsze. Zniknąć....Czy właśnie to było jego celem od samego początku...? Właściwie...po co się nad tym zastanawiać..? W końcu to zupełnie oczywiste. Ale czy to się już stało..? Czy aby na pewno..? Uchylił powieki. Nie...Jednak żyje....Ale....W takim razie gdzie jest? Z trudem podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał po pomieszczeniu. Przez dłuższą chwilę jednak obraz był zamazany, a jemu samemu kręciło się w głowie. Był tu sam? Skoro żyje, to znaczy, że ktoś mu pomógł. Wiedział to. Pamiętał, ale tylko wyodrębnione momenty. Kiedy rozpakowywał prezenty, kiedy pakował swoje rzeczy, pamiętał również swojego agresywnego ojca i moment w którym zaczął się dusić. Reszta....dalsze wspomnienia....To było tak jakby zebrały się w mydlanej bańce, która nagle pękła, rozmazując wszelkie obrazy. Zszedł z łóżka na którym dotychczas leżał i chwiejnym krokiem ruszył w stronę czegoś na kształt drzwi. Obraz dalej był odrobinę rozmazany. Szczęście jednak nie dopisało. Zachwiał się i upadł na ziemię. Nie wiedział dlaczego, ale przez ciało promieniował ból. Niezbyt się tym przejął. Od zawsze nie obchodziło go co się z nim dzieje, albo co się z nim stanie. Innych również nigdy to nie interesowało, więc dlaczego jego miało? W sumie już sam niczego nie rozumiał...
Nagle drzwi otworzyły się. Do pomieszczenia wszedł chłopak. Czerwonowłosy w miarę wysoki chłopak. Kuroko doskonale znał tę sylwetkę. Włosy, wzrost, postawa i twarz. To ewidentnie był Akashi Seijuro.
-Tetsuya, czemu wstałeś z łóżka?! Jejku i widzisz? Na nic siły nie masz...Chodź tutaj -westchnął cicho i wziął ukochanego na ręce. Ostrożnie położył drobne ciało na łóżko i okrył kołdrą. Usiadł tuż obok i chwycił bladą dłoń. Spojrzał czule w błękitne oczy i pogładził ręką policzek chłopaka. Ten odwrócił wzrok od heterochromi partnera i spojrzał w sufit. W dalszym ciągu nie wiedział co się stało. W sumie nie było to takie ważne...Ale odrobinę ciekawiło....
-....c-co się stało..? -spytał, ponownie przenosząc wzrok na czerwonowłosego.
-Nie pamiętasz? -zamartwił się odrobinę, ponieważ w odpowiedzi otrzymał jedynie kręcenie głową.
-Pamiętam jedynie, że...że poszedłem do pokoju po swoje rzeczy, a potem...a potem tak jakby wszystko się urywa, poza faktem że ojciec mnie dusił....
-Rozumiem...Owszem, dusił Cię. Dobrze, że wtedy tam poszedłem...Ale to nie wszystko. Wszystko Cię boli prawda? To przez to, że na chwilę straciłem przytomność, kiedy Twój ojciec przyłożył mi czymś w głowę.
Pobił Cię....Dziwne, że nie pamiętałeś...byłeś wtedy przytomny....
A więc znowu? Ten mężczyzna...Nienawidził go...Ale dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego za nic? Dlaczego? Pytania kłębiły się w głowie, przybywało ich coraz więcej i więcej, lecz na żadne odpowiedzi nie uzyskano. Czyżby one po prostu nie istniały? A może Tetsuya zwyczajnie nie zasługiwał na to aby je poznać?
-Akashi-kun...przepraszam Cię...-skulił się o szczelnie okrył kołdrą. Nie chciał teraz na niego patrzeć. Zbyt się wstydził...
-Nie masz za co. Ważne, że nic Ci się nie stało. Tylko to mnie w tej chwili obchodzi -oznajmił i ułożył się wygodnie na łóżku tuż obok niebieskookiego. Nie uzyskał żadnego efektu. Chłopak w dalszym ciągu leżał nieruchomo pod ciemnym okryciem. Najwyraźniej nawet nie miał zamiaru spod niego wychodzić.
Czerwonowłosy uniósł specyficznie brew w górę, po czym jednym szybkim ruchem ściągnął kołdrę z istotki pod nią schowaną. Zaśmiał się cicho kiedy owa osóbka kichnęła podnosząc się do pozycji siedzącej. Usiadł obok i czule objął chłopaka. Przycisnął delikatnie policzek do niebieskich włosów. Obaj kochali takie chwile. Głucha cisza i relaksujący spokój. To było to czego potrzebowali w tym momencie.
Od tego czasu minęło już sporo czasu. Kilka lat. Lecz czy aby na pewno wszystko było tak jak ukochani zaplanowali? Akashi, bardzo się zmienił Coś było nie tak. Pod koniec trzeciej klasy gimnazjum, Kuroko odszedł ze szkolnej drużyny koszykówki i wyjechał. Opiekował się nim ciocia. Ojciec siedział w więzieniu. Kontakt pomiędzy nim a jego partnerem, urwał się. Akashi przestał go kochać...? Tak mu powiedział....Ale czy to aby na pewno była prawda? To nie był Akashi...To dziwnie brzmi...Ale...Owszem, wygląd ten sam, głos i umiejętności również. Ale nie zachowanie. Nie charakter, nie uśmiech. A oczy...? Dlaczego jedno zmieniło kolor? To nie mogła być soczewka...Seijuro nigdy nie lubił takich rzeczy....Lecz to raczej na zawsze pozostanie tajemnicą....Kuroko został sam...Znów nie miał nikogo...Jego ciocia pracowała w firmie, więc nigdy nie było jej  domu. To nadgodziny, to wyjazdy służbowe....
Liceum do której zaczął uczęszczać Tetsuya, nosiło nazwę Seirin. Stosunkowo nowa szkoła. Już pierwszego dnia dołączył do drużyny koszykówki, gdzie poznał wiele wspaniałych osób. W tym Kagamiego, który jak się później okazało, panicznie bał się psów. Co za nie fart...
-Kuroko zabieraj ode mnie tego futrzaka! -krzyknął spanikowany, wskakując na ławkę.
-A-ale...Nigou nic Ci nie zrobi, Kagami-kun...-obrócił głowę w bok, biorąc psa na ręce.
-Ech...Kuroko, co ty cały czas taki ponury? -zszedł z ławki, zachował jednak znaczną odległość.
-Nie jestem ponury...
-Yhym, a ja jestem Szeherezada...-westchnął i przeniósł wzrok na puchatą kulkę - Tak w ogóle...Skąd Go masz? Od rodziców?
-Nie...Od..chł- -zamilkł. Nie wiedział co odpowiedzieć.
-Od...?
-Od przyjaciela...
-Z Twojego gimnazjum tak? Teikou? Od jakiegoś z Pokolenia Cudów? -spytał zaciekawiony.
-Owszem...Akashi-kun mi Go podarował na urodziny....A-ale nie chcę o tym rozmawiać....
-Rozumiem....-żałował swojego pytania. Obrócił głowę w bok, aby potem ponownie przenieść wzrok na przyjaciela, który siedział na ławce ze smutną miną.
-Oi, Kuroko...A może chcesz pójść na shake'a? W końcu skończyliśmy już lekcje, więc?
-Czemu nie...-stwierdził i uśmiechnął się ironicznie.
Udali się tam gdzie zwykle. Maji Burger. Tak, tam zdecydowanie było najlepiej. Kagami tradycyjnie zamówił mega dużą ilość burgerów, a Kuroko tylko i wyłącznie shake waniliowy. Nie był głodny. Zresztą jak zwykle.
Posiedzieli tam z pół godziny, pogadali trochę...Później postanowili pójść na "spacer". Właściwie Kagami odprowadzał jedynie Kuroko do domu, a to była długa droga. Cóż, lecz można uznać to za spacer.
W pewnym momencie, Nigou zaczął biec, a Tetsuya tuż za nim. Nie chciał, alby piesek się zgubił. Zwierzątko wybiegło na ulicę. Zatrzymał się na pasach. Akurat było zielone światło dla przechodniów. "Co za szczęście..." -pomyślał i wbiegł na jezdnię. Wziął pieska na ręce. Światło dalej było zielone. Nagle do wrażliwych uszu dobiegł okropny hałas. Nadjeżdżająca ciężarówka. Kierowca stracił kontrolę nad pojazdem...Nie było czasu, żeby odskoczyć na bok. "Czyli to już koniec...?" Puścił małego przyjaciela, aby ten miał szansę uciec. Zacisnął powieki, był przerażony, a jednocześnie uradowany. Sam nie wiedział, które z tych uczuć traktować poważnie...Ale, to już nie miało znaczenia. W końcu miał zginąć, nie ma nad czym się zastanawiać. W końcu zniknie....
-Tetsuya! -usłyszał za plecami, odwrócił głowę, a ów chłopak popchnął go do przodu..."Akashi-kun..." Ciężarówka uderzył właśnie w niego....
-Akashi-kun!!!! -pojazd leżał gdzieś z boku, tak samo zmasakrowane ciało. Podbiegł do przyjaciela, uklęknął przy nim.
-Tetsu...ya...-wyciągnął rękę do niebiesko włosego.
-A-Akashi-kun....nic nie mów...p-proszę...-błękitne oczy zaszły łzami. Wszystkie wspomnienia nagle wróciły. I te złe i te dobre....-Dlaczego...Dlaczego to zrobiłeś...? Akashi-kun....
W odpowiedzi otrzymał delikatny uśmiech. Nie rozumiał już kompletnie nic...Przecież, Akashi go opuścił...Zostawił go...Powiedział, że już go nie kocha...Więc, czemu...?
-Kagami-kun...-obrócił głowę w stronę spanikowanego przyjaciela - Z-zadzwoń na pogotowie, szybko...
-Oczywiście!
-A-Akashi-kun...przepraszam...to przeze mnie....przepra..szam....-powiedział przez łzy.
-Nie...Ważne..ważne, że Tobie...nic nie jest....
-Akashi-kun....
-Przepraszam Cię, Tetsuya...-skóra stawała się coraz bledsza. Oczy stały się puste, oddech zanikł, puls zniknął...
-Nie...nie to nie może być prawda...Akashi-kun! Obudź się! Obudź....prosżę...Akashi-kun....NIE! -wybuchnął płaczem. Właśnie w tej chwili, załamał się całkowicie. Osoba, której nigdy nie przestał darzyć tym magicznym uczuciem....umarła na jego oczach. Przez niego...
Karetka przyjechała kilka minut po fakcie dokonanym. Pogrzeb odbył się kilka dni później. Przyszło sporo ludzi, w tym członkowie Pokolenia Cudów. Jednak...Nawet ojciec Seijura nie uronił ani jednej łzy...Dlaczego jego rodzina od zawsze była taka oschła wobec niego...? Dlaczego..?
W końcu wszyscy się rozeszli. Zostali tylko Kuroko i Akashi. Tylko oni...
-Akashi-kun....-upadł na kolana, spuszczając głowę w dół.
-Zawsze będę z Tobą, Tetsuya....Zawsze.


The End....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tutaj kończy się nasza historia.... :c
Przepraszam, że tak długo to tworzyłam...Ja już sama nie wiem czy to wyszło czy nie....
Przepraszam, was. Bardzo bardzo *ukłon*

~~Aiko

piątek, 3 lipca 2015

AkaKuro

Obietnic się nie łamie...cz.2
Od pamiętnego spotkania minęło już mniej więcej pół roku. Akashi i Kuroko zostali parą. To trwało już około miesiąca. Miłość to piękna rzecz, nieprawdaż? Kiedy masz kogoś, dla kogo trzeba żyć, jest jakoś prościej. Tak uważacie? Cóż, można powiedzieć, że podobne poglądy miał każdy z ich otoczenia. Akashi również zaliczał się do takich osób. Ale nie Kuroko. Owszem, miał osobę, dla której warto było żyć. Lecz na pewno prościej nie było. A przynajmniej depresja nie pozwalała mu tak myśleć. Kiedy się załamywał, jak zwykle uciekał w jakieś ustronne miejsce. Głębokie nacięcia pozostawiały po sobie sporem, bardzo widoczne blizny. Jego partner nie miał o nich zielonego pojęcia. Bo po co ma go martwić takimi błahostkami? To nic przy tym, co stało się prawie rok temu. Jak można zacząć się domyślać, była to próba samobójcza. Po prostu nie wytrzymał. Wszystko zaczęło wydawać się zbyt trudne i żmudne. A co takie zero jak on, mogło z tym zrobić? To co mówił, nie miało najmniejszego znaczenia. Jego zdanie się nie liczyło, wszelkie starania i ciężka praca jaką włożył w to, aby ocalić matkę okazały się żałosne i naiwne. Tak mu powiedzieli koledzy z klasy. O ile Kuroko mógł nazwać ich "kolegami". Cóż, takie życie. Jedni są silni, a drudzy są ich kompletnym przeciwieństwem. Ach...Jak ten świat jest dokładnie poukładany...
Zbliżała się zima. A co za tym idzie, również urodziny Tetsuyi. O których oczywiście jak co roku, po prostu zapomniał. Już tak dawno ich nie obchodził...
-Tetsuyaaaa! Zaczekaj! -usłyszał nagle, wychodząc za bramę szkoły.
-Akashi-kun...? -obrócił się w stronę partnera -Coś się stało...?
-P-poczekaj, tylko....złapie...oddech...-zatrzymał się i oparł rękoma o kolana. Po krótkiej chwili ponownie się wyprostował i spojrzał w błękitne oczy, uśmiechając się szeroko.
-Więc...? O co chodzi, Akashi-kun...? -spytał chowając połowę twarzy za szalikiem. Było bardzo zimno.
Seijuro położył swoją torbę na ziemi, przyklęknął i zaczął w niej szperać. Po dłuższej chwili kazał zamknąć niebiesko włosemu oczy. Chłopak posłusznie wykonał polecenie. Choć nie wiedział po co to było. Ale nie chciał się kłócić. Poza tym to, że zamknie oczy go nie zabije..."A szkoda...".
-Teraz możesz otworzyć -stwierdził i uśmiechnął się kiedy jego ukochany uchylił powieki.
-C-co to...? -czerwonowłosy trzymał w rękach dość duże pudełko. Na jego bokach było kilka otworów, a na samej górze zawiązana była błękitna kokarda.
-Prezent. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Tetsuya -przekazał pudełko w ręce niższego.
-P-prezent...? U-urodziny...?  No tak...dziś moje urodziny....
-Zapomniałeś? Ech, cały ty -zaśmiał się - To jak? Chcesz go rozpakować teraz? Czy jak będziemy już u mnie w domu?
-Może..u Ciebie..?
-Okej, niech będzie -podniósł torbę z ziemi i nałożył na ramię - Uło, ile to kilogramów straciło
Ruszyli w drogę. Nie trwało to długo. Dom Akashiego znajdował się ledwo dwie przecznice od Teikou. Bardzo blisko. A na pewno bliżej niż mieszkanie Kuroko. Po drodze spotkali jeszcze parę znajomych osób. Znajomych? Raczej przyjaciół. Kise, entuzjastyczny chłoptaś, a zarazem model. Aomine, ekshibicjonista i zboczeniec. Midorima, chodząca encyklopedia i głos rozsądku. A na koniec, Murasakibara, uzależniony od wszelkiego rodzaju słodyczy zamuł. Każdy z nich należał do drużyny koszykówki w Teikou, tak samo jak i Akashi, oraz Kuroko.Wszyscy po kolei składali przyjacielowi życzenia i wręczali prezenty. Niebieskooki był bardzo zaskoczony tym, że ktokolwiek pamiętał o jego urodzinach. Wzruszyło go to.
Długo jednak z nimi nie zabawili. Wszelkiego rodzaju kolorowe pudełka niósł oczywiście czerwonowłosy. Kuroko nie miał siły. Choć nie były one tak ciężkie jak mu się wydawało. A może to nawet nie była kwestia siły i ciężaru? Przez nowo powstałe rany na ramionach, promieniował ból. Tak, to o to chodziło. Nawet zwykłe noszenie książki było trudne do wykonania....
-No, jesteśmy. Wchodź Tetsuya -powiedział uśmiechając się.
-D-dobrze...-nacisnął klamkę i razem weszli do środka. Zamknął drzwi, odwrócił się i spojrzał przed siebie. Było tu już wiele razy. Ale z każdą kolejną wizytą zdawało mu się, że mieszkanie coraz bardziej pięknieje. W jego oczach, to było jak pałac ze snów. Taki, który zamieszkują anioły. Choć kolorem przeważającym w całym domu, była czerń. Może są tam też jakieś diabełki? Albo wróżki mroku? Tak, wyobraźnia Tetsuyi była naprawdę wybujała. Ale pozwalała mu na chwilkę zapomnieć. Nie było to tak skuteczne jak samo okaleczanie się, ale zawsze coś...
-Chodźmy do mnie, Tetsuya -powiedział i złapał ukochanego za rękę.
-O-okej...-opowiedział lekko kiwając głową.
Pokój Akashiego był bardzo ładnie urządzony. Kuroko uwielbiał w nim przebywać. Było tam tak przyjaźnie, tak spokojnie...Takie miejsce, o którym zawsze marzył...
-To jak? Który rozpakujesz najpierw?
-Może ten największy zostawię na koniec...?
-No wiesz ty co! Przecież ten największy to ode mnie! -zrobił minę zbitego psa.
-Wiem...Dlatego będzie na końcu...Najlepsze zawsze zostawia się na koniec...
-W sumie...masz rację. Hahaha, okej -na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
Usiadł na łóżku obok kolorowych pudełek. Pierwszym, który rozpakował, był prezent od Kise. Był to pluszowy miś. Kasztanowy pluszowy miś. Od Midorimy dostał szczęśliwe przedmioty na kilka dni do przodu. Od Murasakibary duuuuuużą ilość słodyczy. Natomiast od Aomine...kajdanki z różowym futerkiem.
Nie bardzo wiedział do czego, ale kiedy jego ukochany je zobaczył, stwierdził, że się kiedyś na pewno przydadzą. Cóż, skoro tak mówi, to pewnie tak jest. Nadszedł czas na największy prezent....
Wziął wdech, odwiązał kokardę, ściągnął przykrycie z pudełka i zajrzał do środka. W jego oczach błysnęło coś na kształt iskierek.
-P-piesek...! Jaki słodki...-wyjął zwierzaczka i wziął go na ręce -Akashi-kun...tak bardzo ci dziękuję..!
-Hahaha, skąd ja wiedziałem, że Ci się spodoba? Trzeba go jakoś nazwać.
-Nazwać...-zamyślił się na chwilę -Ach, Nigou. Podoba ci się piesku? Nigou -w odpowiedzi usłyszał entuzjastyczne szczeknięcie i machanie ogonkiem.
-Ładnie. Bardzo ładnie -pokiwał głową uśmiechając się.
Dużo czasu spędzili razem. Lecz kiedyś musieli się rozstać. Trzeba było wracać do domu. Inaczej ojciec znowu dałby mu popalić. W sumie już dawno nie urządził żadnej awantury. Za każdym razem Kuroko zastaje go śpiącego na kanapie, przed telewizorem. To nawet lepiej dla niego. Przynajmniej tyle dobrego.
Akashi zaproponował Tetsuyi, że odprowadzi go do jego mieszkania. Udali się więc gdzie trzeba. Kiedy dotarli na miejsce, niebieskooki westchnął cicho i spojrzał na towarzysza.
-Nie chcesz tam wracać prawda?
-Tak....

-Więc może dzisiaj prześpisz się u mnie?
-N-naprawdę mógłbym...? Ale...nie...nie chcę robić ci problemu....-spuścił głowę w dół.
-Oczywiście, że możesz. I nie sprawiasz mi żadnych problemów. Nawet tak nie myśl -uniósł głowę za podbródek i delikatnie musnął ustami wargi ukochanego.
-N-no to...p-pójdę po moje rzeczy, o-okej..? -na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec.
-Heh, oki. Poczekać tu? Czy pójść z Tobą?
-P-poczekaj, pójdę sam -stwierdził i ruszył w stronę drzwi. Otworzył je i po cichu wszedł na górę, do swojego pokoju. Spakował najpotrzebniejsze mu rzeczy i zszedł na dół. Nagle poczuł szarpnięcie za ramię.
Ktoś popchnął go na ścianę i zacisnął rękę na szyi. Powietrze z czasem przestało docierać do jego płuc. Dusił się. Z trudem zacisnął dłonie na ręce zaciśniętej na szyi i uniósł delikatnie głowę w górę. Spojrzał na napastnika. Był to nikt inny, jak jego ojciec.
-...p-puść...p-proszę....
-Gdzie się wybierasz he?! Co ty sobie wyobrażasz?! Ty cholerny szczylu! -zacisnął dłoń jeszcze bardziej.
Powietrze przestało docierać do płuc. Powieki stawały się coraz cięższe...Tak bardzo chciał, aby to się już skończyło. Uczucie senności ogarniało go coraz bardziej. I już chciał się poddać, kiedy uścisk na szyi zniknął. Upadł na ziemię. Próby złapania powietrza zakończyły się porażką. Oddech był płytki i nierówny.
-Tetsuya! Tetsuya słyszysz mnie?! -przytulił do siebie drobne ciało niebieskookiego -Oddychaj! Spokojnie. Dasz radę, oddychaj!
-A-Akashi-kun....-zerknął na znaną mu postać i ponownie zamknął powieki. Tym razem tracąc przytomność. To było dla niego za wiele.....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Aiko załamana, ale to sprzyja pisaniu czegoś takiego jak to *pokazuje na tekst*
Ech, mam nadzieję że ktoś to przeczyta i że komuś ewentualnie się to spodoba ^^" Zapraszam do komentowania ^^

~~Aiko