czwartek, 6 sierpnia 2015

KagaKuro

Witaj w domu, Taiga...cz.1
Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek poczuł, że nie jest nikomu potrzebny? Uważaliście się za nic? Nikt nie zwracał uwagi na to kiedy prosiliście o pomoc? Czuliście się jak "C" w "CH"? Niesłyszalni...Lub po prostu nie lubiani i odtrącani przez resztę otoczenia? Czyżby tylko niektórzy się tak czuli? A może to były tylko ich urojenia? W każdym razie jego. Kuroko Tetsuya. Szesnastoletni licealista o niebieskich włosach, bladej cerze i odrobinę przydługiej grzywce, zakrywającej pełne głębi, błękitne jak niebo oczy. Czy wszystko co zostało wymienione na początku, od zawsze siedziało mu w głowie? Nie do końca. W gimnazjum był inny. Nawet po incydencie z Aomine, nie było tak źle jak teraz. Zmienił się. Dlaczego? Kagami Taiga. To właśnie on był powodem tego wszystkiego. Dlaczego akurat on? W momencie, kiedy Kuroko potrzebował go najbardziej, on tak po prostu zniknął. Poleciał do Ameryki. Podobno miał już nie wrócić, zamieszkać tam na stałe. Ale dlaczego akurat w tamtym momencie...? Dlaczego nic mu o tym nie mówiąc? Dlaczego to akurat Kuroko dowiedział się jako ostatni i to po fakcie dokonanym? Tyle pytań kłębiło się w głowie. Ale na żadne nie otrzymywano odpowiedzi. Ani wtedy, ani dziś. Dlaczego? Do każdego stwierdzenia można zadać pytania. Ale czy ktokolwiek je usłyszy? A jeśli tak, to czy ktokolwiek będzie miał odwagę na nie odpowiedzieć?
Chłodny zimowy wieczór. Taki jak każdy inny. Z nieba pada śnieg, wieje mroźny wiatr, a po ulicach biegają uradowane dzieci. Z jakiego powodu na ich twarzach goszczą szerokie uśmiechy? Może dlatego że to dzieci? Na jakie by nie spojrzeć, na twarzy każdego z nich gości uśmiech. "Ciekawe...czy ja również byłem taki jako dziecko..?" -pomyślał. Lecz zamiast spróbować znaleźć odpowiedź, pokręcił tylko głową i udał się w stronę swojego domu. Dotarłszy na miejsce, wyjął klucze i otworzył drzwi, powolnym krokiem wchodząc do środka. Pusto, cicho, zimno...Nie spodziewał się niczego innego. Niby się do tego przyzwyczaił, wszystko się mniej więcej układało. Jednak, w dalszym ciągu czegoś brakowało. Jednego małego detalu. Szczęścia. Zbyteczne jednak było myślenie o tym. Bo od początku wiedział, że nie jest mu to pisane. A wszystko zaczęło się sypać od tamtego momentu...Rozmowa z Kagamim nie poszła zbytnio po jego myśli. Miał jedynie powiedzieć mu co do niego czuje, a potem uciec jak najdalej. Nogi jednak kazały stać i czekać na odpowiedź. Serce krzyczało, twarz robiła się czerwona, lecz one zostawały przy swoim. Właściciel stracił nad nimi kontrolę. Odpowiedzi nie uzyskano. Czerwonowłosy zdezorientowany całą sytuacją, nie wiedzieć czemu, po prostu odszedł. Następnego dnia nie pojawił się w szkole. A już kilka dni później, wiadomość o tym, że wrócił do Ameryki rozniosła się po całej szkole. Ale czy Taiga zachował się fair w stosunku do Kuroko? A może niebiesko włosy zwyczajnie źle przekazał mu to, co chciał powiedzieć? Czyja to..wina..? Zanim udał się do kuchni, wziął szybki prysznic. Ubrał się w piżamę i wyszedł na chwilę do ogrodu przed mieszkaniem. Spojrzał na zachodzące słońce. Często robił to z rodzicami...A teraz..? Nie może. Nawet gdyby chciał. Utrata ich była nieodwracalna. Wiadomość o ich śmierci była prawdziwym szokiem dla niebieskookiego. To było zaledwie tydzień temu...Tuż po tym, kiedy zniknął Kagami. Czyżby jego wyjazd od początku miał zwiastować tą tragedię?
-Świat jest okrutny -szepnął do siebie, po czym wrócił do domu. Swoje kroki skierował do sypialni rodziców, na parterze. Przez jakiś czas wpatrują się w sufit, myślał nad przyszłością. Zastanawiał się, co będzie dalej. Po pewnym czasie, zamknął powieki, powierzając się w opiekę Morfeusza. Następny dzień  wcale nie zapowiadał się lepiej od poprzednich. Wstał dużo wcześniej, niż oczekiwał. Na zegarku widniała godzina 4:30. Postanowił powtórzyć sobie cały materiał z matematyki, na dzisiejszy sprawdzian. Jak postanowił, tak też zrobił. Jedynym co mu pozostało, była nauka. Bo w koszykówkę, nie potrafił już grać tak jak dawniej. Bez Kagamiego, to nie było to samo.
O godzinie 7:30 wyszedł z domu, a w szkole znalazł się już 20 minut później. Usiadł pod klasą, wyjął telefon i spojrzał na wyświetlacz. Dostał wiadomość, od cioci...

"Dzień dobry, Tetsuya! Wiem, że jesteś już w szkole
i za chwilkę zaczynasz lekcje, ale czy mógłbyś na sekundkę wyjść
na dziedziniec? Muszę Ci coś powiedzieć..."
Cóż było robić? Wstał i ruszył w stronę wyjścia ze szkoły. Przed budynkiem, na dziedzińcu spotkał swoją ciotkę. Wyglądała na bardzo załamaną. Oczy miała zaczerwienione, a w dłoni trzymała mokrą chusteczkę.
Kuroko spojrzał na nią odrobinę zmartwiony. To musiało być coś poważnego, ale nie bardzo mógł sam skojarzyć, co takiego...
-Tetsuya...usiądź proszę...-wskazała na ławkę tuż obok. Chłopak posłusznie wykonał polecenie.
-Co się stało..? Ciociu..?
-Tetsuya...Taki temat...Ach, powinnam poruszyć go w domu, na spokojnie...Ale, nie zostało mi już wiele czasu. Tetsuya...Tetsuya, ja mam raka.
-C-co...? J-Jak to?
-Wiem to już od dawna...Ale myślałam, że chemioterapia pomoże, że to wszystko zakończy się dobrze. Niestety...Leczenie nie przyniosło rezultatów...Guz powiększył się, są przeżuty na inne organy....Ja zwyczajnie umieram. Tetsuya, od śmierci rodziców, to ja się Tobą opiekowałam, ale teraz...Teraz nie będę w stanie. Kiedy umrę, raczej będzie to niemożliwe, dlatego też...Trafisz do domu dziecka...
-A-Ale ciociu....! Jak to..? N-Nie...Nie możesz umrzeć..! To nie prawda! -krzyknął i uciekł. Nie mógł uwierzyć w to co powiedziała mu ciocia....
Zajęcia w szkole minęły szybciej niż się spodziewał. Kiedy wrócił do domu, czekała na niego jedyna bliska osoba, jaka mu pozostała. Kobieta zaciągnęła go do salonu i przeprowadziła z nim poważną rozmowę. Jej również było ciężko. W końcu już niedługo miała zniknąć...Konwersacja z Tetsuyą nie była prosta. Bardzo wszystko przeżywał...Po paru dniach jakby o tym zapomniał. Normalnie ze sobą rozmawiali. Jak za dawnych czasów. Aż w końcu, na jego ciocię nadszedł czas. Umarła. W nocy. Kuroko znalazł ją martwą w łóżku. Spanikowany tym, że kobieta nie daje żadnych oznak życia, zadzwonił na pogotowie. Medycy wprost oznajmili mu, że jego ciotka nie żyje. Chłopak nie potrafił tego zrozumieć...Nie umiał zaakceptować faktu, że kolejna, a zarazem ostatnia już bliska mu osoba, tak po prostu odeszła. To było za wiele. Do tego trafił do domu dziecka...
Kilka dni po śmierci cioci, niebieskooki otrzymał wiadomość od Kagamiego. Zdziwiło go to. Przyjaciel napisał, że wraca do Japonii...Ale po co go o tym informował? Wyjechał sobie w najmniej odpowiednim momencie, olał niebiesko włosego, a teraz tak po prostu z entuzjazmem oznajmia mu, że wraca z Ameryki.
Już tego samego dnia, Taiga pojawił się w szkole. Wszyscy skakali wokół niego uradowani. Kuroko natomiast siedział z boku, obserwując tę całą farsę. Nie miał ochoty patrzeć czerwonowłosemu w oczy, a już tym bardziej z nim rozmawiać. Zapadł by się pod ziemię ze wstydu i przy okazji rozpłakałby się. Wyszedł z sali. Zaczerpnął odrobinę świeżego powietrza. Spojrzał w niebo. Czarne chmury. "Pewnie zaraz będzie padać.." -pomyślał. I faktycznie. Już po chwili z ciemnych chmur, lunął deszcz. Usiadł na ławce. Dokładnie na tej samej, gdzie siedział razem z ciocią kiedy powiedziała mu o swojej chorobie. Skulił się, a po jego policzku spłynęła samotna łza. Zaraz za nią podążyła reszta kropel. Nie mógł już się dłużej od tego powstrzymywać. Teraz był sam. Nikt tego nie widział, więc mógł pozwolić sobie na płacz. Pokazać światu jak bardzo cierpi. Nagle ktoś szturchnął go w ramię. Odruchowo uniósł głowę, aby zobaczyć kim był ten "ktoś".
-Kagami-kun...?
-Siem- Kuroko, czemu płaczesz?!
-Nieważne..Nie mam ochoty na rozmowę...-odpowiedział patrząc w bok.
-Kuroko, kurcze no! Zawsze dusisz wszystko w sobie! Powiedz mi co się dzieje do cholery! Jestem Twoim przyjacielem! -kiedy usłyszał ostatnie zdanie, coś w nim zawrzało.
-Przyjacielem?! A czy przyjaciele zostawiają Cię, kiedy najbardziej ich potrzebujesz?!
-O co Ci teraz kurna chodzi co?!
-Już nie pamiętasz co..? Heh...No tak. Po co pamiętać o uczuciach innych...-odwrócił głowę. Do oczu ponownie napłynęły mu łzy.
-Chodzi o to, że wyznałeś mi miłość? Przepraszam Cię. Na początku nie zrozumiałem Twojego przekazu...Byłem zagubiony...Naprawdę Cię przepraszam...
-Teraz to już nie ważne...-skwitował, wstał i zaczął biec. Łzy spływały mu po policzkach jak wodospady. Nie mógł ich zatrzymać. Było mu tak potwornie wstyd...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i tu zakończymy pierwszą część...Heh ^^" Aiko tyle przy tym siedziała, a i tak jak zwykle nie wyszło ;-;
Przynajmniej Aiko tak uważa ;-; Ocena należy do was ;-;

2 komentarze:

  1. *wróci tutaj jak skończy grać w słodki flirt*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiiiiiii długiiiiii ~~~~~~~!!!!!
      KagaKuro nie lubię co z resztą wiesz. Ale jako że ty to ty będę to dzielnie czytać!!

      Usuń